W życiu czasami są takie momenty, kiedy można w całej okazałości dostrzec, jak bardzo niekiedy jesteśmy niekompatybilni ze światem, jaki nas otacza. Albo ze środowiskiem, z jakim, bądź co bądź w niektórych sytuacjach przymusowo, musimy obcować.
A może tylko ja mam takie dziwaczne odczucia, bo może jestem zwykłym psychoneurotykiem.A pisał swego czasu wybitny znawca takiego charakteru, Kazimierz Dąbrowski, w swoim “Posłaniu do nawrażliwych”: “Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi (…) za nieprzystosowanie do tego co jest, a przystosowanie do tego co być powinno.” Nie czuję się pozdrowiona, bo raczej jest mi to kulą u nogi, a więźnia nikt nie zrozumie. Powiesić go i szydzić z niego – ot, taki Quasimodo dziejszych czasów wyrasta z ludzi takich, jak ja. Mam tylko szczęście, że znalazłam swoją Esmeraldę męskiego rodzaju.
Wracając jednak do tych momentów – ja taki dziś miałam, taki,który dla coponiektórych może zmarnowam, ale przynajmniej uświadomiłam sobie, na jak mało mnie stać. Być o krok od pracy, przejść szkolenie i… zrezygnować. Dla niektórych kompletny brak dojrzałości, dla innych głupota, dla jeszcze innych coś jeszcze innego. Tak bywa i może wstyd mi się do tego przyznać, że tak zrobiłam, może kiedyś będę tego żałować, ale na dzień dzisiejszy nie. Czy smutno mi? Trochę. Dlaczego, skoro nie żałuję tej decyzji? Bo nie będzie pieniędzy, by móc się wynieść z tego domu…
Ale nie mam zamiaru siłą przywiązywać się do czegoś, z czym na dłuższą metę nie wytrzymam. Jak mówiłam – przynajmniej wiem, na co mnie stać. Mówcie mi Quasimodo.
“Nie pierwszy, kto pożąda szczęścia”
A ty, któryś szczęściu mówił na ty,
czy do ciebie ono echem wróciło?
Czy rozległo się
po życiu twym,
jak po górach dolinach równinach
i w zakamarkach jaskiń twych
z upodobaniem błądziło?
Ty byłbyś może
bardziej szczęśliwy
Ty byłbyś morzem,
co zalewa równiny
płynną radością
A ona by ci na ty mówiła
kroplą radosną tobie by lśniła
w oczach
Gdyby nie zapach stęchłych moczar,
co gdzieś tam w tobie stoją
i na ty tobie mówią
A ty, któryś od nich odwrócił się plecami
czy one znikły, gdyś to uczynił
Czy nie zalały łąk odpadami
Tyś się za to wcale nie winił
Uprawiać ziemię żyzną jest łatwo
A człowiek z natury u ujść swego życia
w deltach ciała z mad się nie składa
bo być albo nie być
dziś jakieś sztubackie
Dziś gnić albo nie gnić
to patosu nada
A tak zbeszcześciłeś nawyki stare
Dzieckoś, a do matrony mówisz po imieniu,
a ona i tak miłość twą odepchnie
bo przecież platoniczna
zniknie w oka mgnieniu
Jakie urocze młodzieńcze miłostki
potrafią być postronnym
Jakie rozkoszne rumieńce na policzkach,
ta miłość dziewicza
wyznana słowem dozgonnym,
na amen.
A nie wiesz, że szczęście już zdeflorowane?
