Podobno… Bo jak się można dowiedzieć w trakcie nauki w liceum dwujęzycznym o profilu francuskim, język ten jest nie tylko językiem miłości, ale może przysparzać o ból głowy, wycieńczenie podczas wbijania sobie do głowy tysiąca różnych czasów i innych tym podobnych, językiem, w którym nauczyciel może Cię zrównać z krawężnikiem albo i gorzej, językiem, który produkuje za dużo śliny i zaczynasz się dławić ( jeśli można mi użyć takiej niesmacznej metafory… ).
Ale przecież nie o podsumowaniu nauki w takowym liceum miałam w tym wpisie opowiadać. Choć i to pasowałoby zrobić, bo to przecież matura, ostatnia klasa, ale i to przecież też wolność. W końcu, bezpowrotnie nie będzie trzeba wracać do tej przeklętej szkoły.
Jednak by złożyć hołd temu językowi, którego Ci, którzy go nie znają, często przeceniają, postanowiłam w tym miejscu wstawić jeden z moich wierszy, który napisałam po francusku. Jeden z kilku. Chyba najbardziej udany. A więc, moi drodzy, maintenant, c’est en francais.
PS. I nie będzie to wiersz o miłości.
“Rien de nouveau”
Sous le soleil,
rien de nouveau:
les mêmes matelots
les mêmes bateaux
qui font naufrage
et pensent qu’ils sont,
mais ils n’existent pas
là-bas
sous les bandages
leurs blessures renaissent
encore
et mangent des mensonges
en pensant
qu’ils sont omnivores.
Donc sous les bandages,
rien de nouveau.
Seulement les piqûres
sont plus profondes
qu’avant
et plus de silence
sur les visages
des hommes qui renaissent
et puis font naufrage.
