Nadal pozostając w niemalże grobowym nastroju, chyba adekwatnie do świąt, spod palców wymykają mi się same smutki, pesymistyczne myśli, same półsłówka traktujące jednak w pełni o tym, co najbardziej przybijające. Szkoda gadać, lepiej wstukać wiersz.
“Twoimi śladami”
Oddała bym siebie Tobie
owiniętą w pakowy papier
obwiązaną dratwą
Poznałbyś, że to ja
po tym, jak w ścianki drapię
jak szeptam,
że jesteś moją jedyną tratwą.
Że jestem butelką na oceanie
z wiadomością w sercu
zakorkowaną,
Że ktoś kiedyś spił moje wino
I zostawił
mnie zupełnie samą
na otwartych wodach oddechu
I kazał płynąć.
I poznałbyś mnie
po pękniętym szkle
po zmokniętym liście
I wiedziałbyś, że to ja,
jak wie o wiadomości
ten, co ją wysłał telegrafiście.
Wsunęłabym Ci się
cichutko w skrzynkę pocztową
W pysku Twojego szczeniaka
powędrowałabym pod Twe nogi
Nie jestem przesyłką reklamową
Skręciłam do Ciebie prosto z mej drogi
Mała zgubiona dziewczynka
Więc proszę
Otwórz tę wiadomość
Nie wrzucaj od razu w ogień kominka.
Oddam Ci się
Zrób ze mną, co zechcesz,
lecz nie spalaj
Nie spalaj mostów
tych, co już za nami
Bo niesie mnie
niesie wysoka fala
Zderza się z tratwy Twojej brzegami.
Krople rozszczepia słońce
na niebie kawałek tęczy
Zszedłeś z tratwy,
Pies Twój na brzegu,
A ja…
Mnie nadal fala wysoka męczy.
I staram się, jak mogę
być wszędzie, gdzie Ty jesteś.
Pod nogi Ci wpadam
Płynę za Tobą
Na poczcie, w mieście,
gdy idziesz drogą
Słucham Ciebie przy konfesjonale…
Czekaj, proszę…
Butelka ulicą się toczy
Nie!
Rozbiła się w kanale.
