Smutne refleksje.
“Jabłko”
Upadło jabłko z drzewa
w trawę jesienną, zmokniętą
Tam w dole słowik nie śpiewa
Wygina szyjkę, słabiutką, maleńką.
Siedzę pod starą jabłonią,
deszcz spływa po korze
Cienkie, wiotkie liście
szeptają: “Boże, Boże…”
W powietrzu fruwają
Mokre, niematerialne
paciorki różańca
Spadają bezszelestnie
Skazane, choć niewinnie
na dno ziemskiego szańca.
Upadło jabłko z drzewa
w trawę jesienną, zmokniętą
Tam w dole słowik nie śpiewa
Wygina szyjkę, słabiutką, maleńką.
I cały sad w różańcach
modlitwach nieskończonych
na wieży wiejskiego kościółka
boją się, biją dzwony.
Jabłoń, moja matka
Gałęziami okrywa schylonymi
Chroni od ulewy mokrych
Lecz nie wie, ona biedna,
Że zbyt stara, dostojna, słaba,
by kogokolwiek okryć.
Upadło jabłko z drzewa
I nikt nie pomoże już jemu,
I leży samo, biedne, zamoknięte,
Bo trzeba cierpieć, umierać samemu.
