W imię Ojca i Syna i Ducha świętego?
maj 15, 2008 autor Ania
Wiara zawsze była, jest i będzie przedmiotem chyba najbardziej żarliwych dyskusji i polemik. Przynajmniej tych, które czasem sam na sam ze sobą prowadzę: tych dyskusji, podczas których moje ja kłóci się same z sobą, tych polemik, kiedy to mieszają się we mnie argumenty za i przeciw, a zderzenie się tych dwóch frontów, ciepłego i zimnego chciałoby się powiedzieć, prowadzi do tornada, jakiego nawet w “Twisterze” zobaczyć się nie da. Tornada w duszy.
Z jednej strony dzwony nawołują do wierzenia, z drugiej wszystko zaprzecza jakoby Ktoś tam w górze patrzył na nas i nam pomagał ( pomagał? gdzie?- nasuwa mi się od razu- harujemy, jak mrówki w mrowisku, a złośliwość świata i tak daje sie we znaki ). Więc co robić? Czy my ( jeszcze się z nimi utożsamiam ) katolicy, mamy w co wierzyć? Mamy z czego być tak dumni?
Wiara z własnej woli mogłaby być wartościową, ale narzucona przez media katolickie, wpajana przez ortodoksyjnych księży i wtykająca swój spiczasty nos w sprawy polityki i życia osobistego jest obowiązkiem prawie tak męczącym, jak szkoła dla ucznia. Aż żałość bierze, kiedy słyszę słowa poetki- Krystyny Sylwestrzak: “Najwięcej wyznawców ma wiara w plotkę”. Są tak prawdziwe…
“Schody do nieba”
Brakuje nam
kilku schodów
by w jasność
z ciemności
wkroczyć
jeszcze modłów
godzin brak
gdy dusza pości
by z bogiem się
zjednoczyć
by do nieba
podejść w gości
brakuje
poręczy
by nie spaść
w dół
wody rześkiej
łyku
chleba pajdy pół.
my biedni
my straceni
my laicy
niedziele świętujemy
dewotki
przy niemej dzwonnicy
w święta ucztujemy
my dumni
papieża rodaka mamy
my katolicy
od siedmiu boleści
słów świętych schody
runęły
zanim poznaliśmy
ich święte treści
dziś wiemy tylko,
że On pościł
dni czterdzieści
z ambony
oczekujemy zbawienia
my zmęczeni
my pokutujący
my- grzesznicy
nie wierzymy w świątyni
w ciemnicy
się nie modlimy
nie mnożymy chleba
w szarówce wiary żyć wolimy
daleko schody
daleko nam do nieba.

(…)