Moje Słonko w Krakowie
maj 6, 2008 autor Ania
Weekend, jak ze snów. Kłopoty odpływają z nurtem Wisły, deszcze mogą padać ile chcą, tęsknota spada z hukiem z diabelskiego młyna. Dwa dni - tylko Ty, dwa dni - tylko ja. A tyle było obaw, tyle niespokojnych myśli, które jak śnieg, zimne, stopiły się w mgnieniu oka, jakby były ogrzane promieniami słońca, i podlały ziemię, z której wyrosły i rozkwitły nieśmiałe przebiśniegi miłości. Tak, to nie ta pora na przebiśniegi. Jest wiosna pełną parą, choć i pogoda czasem zawodziła. Ale było pięknie, prawda?
Nie da się tego opisać słowami…ani wspólnego siedzenia nad Wisłą, ani pomarańczy na kopcu Kraka, ani wspólnego przesiadywania w pokoju, ani lodów straciatella w Galerii Kazimierz, ani ostatniego rzędu w kinie, ani żadnego buziaka…skradzionego i nie.
Pomimo to kilka niezdarnych rymów udało mi się sklecić w jedną niezdarną całość, w nikłą mgłę tego, co naprawdę się zdarzyło.
“Tutaj”
Pociągu gwizd
peronu gwar
już jesteś tu
już oczy lśnią
ten błysk
to nie magia
to nie czar.
To tutaj sen
iskrzy w starciu
z rzeczywistością
To tutaj płacz
przechodzi w pył
rozgrzany radością
To tutaj oczy moje
błądzą
coś zmieszane
To tutaj usta drżą
spragnione
zabłąkane
To tutaj w trawie leżą
dwa ciała przytulone
To tu dwa serca biją równo,
bo złączone.
Kocham Cię, Misiaczku, wszystko będzie dobrze:*
